
Kiedy jakiś czas temu przeczytałam (lub usłyszałam), że warto zerknąć do książki „Matka siedzi z tyłu”, z miejsca odrzuciłam tę propozycję (mimo, iż nikt nie czekał na odpowiedź: ). Powód? Moja pamięć. Czasem tak dobra, że od razu by mnie zatrudnili w FBI, a jednak czasem też niedoskonała…. Tutaj akurat miała miejsce mieszanka obu tych pamięciowych cech – otóż pamiętałam jak zrezygnowałam z obejrzenia w kinie filmu właśnie o tym samym tytule, ze względu na (według mnie) średnio optymistyczną tematykę. Fabuła tego filmu z 2022 roku, w reżyserii Hilmara Oddssona opwiada o tym jak główny bohater Jon spełnia ostatnie życzenie zmarłej matki i wyrusza w niezwykłą podróż z … jej ciałem na tylnym siedzeniu samochodu.
Żeby nie było – lubię filmy ambitne, również niełatwe, skłaniające do refleksji. Ale jednocześnie wyznaję zasadę (kto śledzi mój profil nie od dziś to wie), że po obejrzeniu filmu nie powinnam wyjść z kina w gorszym humorze niż do niego weszłam. Wychodzę z założenia, że życie w obecnych czasach nie jest łatwe i beztroskie, więc jeżeli mam wybór to wolę refleksyjne, wartościowe filmy połączone z jakimś nieokreślonym optymizmem. I choć „Dom dobry” uważam za film bardzo dobry i potrzebny, to jednak nie mam ochoty, by sceny z każdego filmu były w mojej głowie kilka miesięcy po seansie.
No ale po tym ciut przydługim wstępie wróćmy do tytułowej matki, która siedzi z tyłu. Otóż wyszło, że jestem gapą. Po pewnym czasie zobaczyłam okładkę tejże książki i okazało się, że to wcale nie na jej podstawie powstał film Oddssona. Sama książka ma ponadto podtytuł: „Opowieści z d*** wzięte”, a jej autorka – Joanna Mokosa – Rykalska – opisywana jest przez wydawcę jako „mistrzyni ciętego humoru, słownej szermierki”. No to zmieniło wszystko i nie pozostało nic tylko wziąć się za lekturę.
Książka to zbiór opowiadań o tym co przydarza się Joannie oraz jej przyjaciółkom. A przydarza się dużo – wierzcie mi. Czasem nawet zastanawiałam się czy to nie opowieści science – fiction, bo jak ta cała Joanna może przyciągać tyle przedziwnych wydarzeń? 🙂 Ale wkrótce przestały mnie zajmować rozważania czy to historie jednej kobiety czy wielu. I łapałam się na tym, że zaczynając czytać kolejne opowiadanie snułam w głowie scenariusze co pójdzie nie tak… Bo przecież gdyby poszło tak, to nie byłoby o czym pisać 🙂 Opowiadania są niezwykle wciągające, zabawne, opowiedziane inteligentnie, z humorem i dystansem. Przy lekturze może występować głośny śmiech. I chociaż główna bohaterka jest mamą i część historii dotyczy tej roli życiowej, to jednak jest przede wszystkim kobietą, której…. czasem wszechświat ewidentnie nie sprzyja. I mimo inteligencji wychodzi na gapę lub ciamajdę po prostu. Tak jak każda z nas, prawda? Mogłabym napisać, że ta książka to „polska Bridget Jones”, ale według mnie mimo tego, iż „Matka siedzi z tyłu” to nie powieść, a zbiór opowiadań, to jest znacznie ciekawsza niż Bridget.

Polecam bardzo zarówno książkę „Matka siedzi z tyłu” jak i drugą część o jakże zaskakującym tytule „Matka siedzi z tyłu 2”. Osobiście wolałam dawkować sobie te niezwykłe historie, czytając nie więcej jak kilka opowiadań „na raz”. Kawałek książki odsłuchałam w formie audiobooku i ta wersja jest równie dobra 🙂 To sięgajcie do książek, żeby dowiedzieć się o co chodzi z lamą oraz jak ważne są ryby w czasie zakupów w centrum handlowym, a ja zabieram się za trzecią część historii, zatytułowaną „Matki przodem”. Mam nadzieję, że autorka Joanna Mokosa – Rykalska pozostała wierna swojemu stylowi również w tej części.