
Dla każdego miłośnika Hiszpanii (w sensie języka, kraju, kultury, a nie tylko plaży i sangrii) pojawienie się w kinie hiszpańskiego filmu to święto. Niestety, filmy hiszpańskojęzyczne, produkowane na Półwyspie Iberyjskim to nadal rzadkość w Polsce (nie licząc pokazów filmowych w ramach Tygodnia Kina Hiszpańskiego, innych festiwali czy przeglądów, czy tych na platformach streamingowych). Jednak, aby zobaczyć filmowe hiszpańskie nowości trzeba wsiąść do samolotu i wylądować w jednym z kin w Hiszpanii (lub lepiej – na jednym z dość licznych hiszpańskich festiwali filmowych).
W związku z powyższym film „Do granic” (reżyseria i scenariusz: Alejandro Rojas i Juan Sebastian Vasquez, dystrybucja w Polsce – Gutek Film), od razu trafił na moją listę priorytetów – mimo tego, iż w rzeczywistości nowością nie jest, gdyż premierę światową miał w…. listopadzie 2022 roku (!). Film opowiada historię (której akcja ogranicza się do około doby) Eleny (w tej roli Bruna Cusí ) i jej narzeczonego Diega (Alberto Ammann), którzy zdecydowali się wyjechać do USA i tam zacząć nowe życie. Jednak zanim to nastąpi muszą przejść kontrolę paszportową. Dla większości osób sytuacja, w której policja zatrzymuje nas do rutynowej kontroli drogowej, gdy wiemy, że nasze auto jest sprawne, a my jechaliśmy zgodnie z przepisami, albo właśnie przechodzimy przez bramki na lotnisku to jest pewien stres. A nasi bohaterowie teoretycznie mają prawo spodziewać się dodatkowej kontroli, gdyż Diego to Wenezuelczyk starający się o obywatelstwo hiszpańskie, a Elena wygrała zieloną kartę (czyli „przepustkę” do Stanów Zjednoczonych) w loterii wizowej. Praktycznie jednak mamy prawo podejmować różne decyzje i o ile mamy wszystkie wymagane dokumenty nie powinno mieć znaczenie kto wydał nasz paszport, prawda?
Diega i Elenę czekają godziny oczekiwań i pytań, na które tak naprawdę nikt z nas nie miałby ochoty odpowiadać. A na pewno część z nich bardziej pasowałaby do rozmowy z przyjacielem czy psychologiem.
Film trzyma w napięciu do końca. Przyznaję, że śledziłam uważnie wyrazy twarzy bohaterów l, żeby wyczytać z nich zakończenie tej historii. Nie udało mi się, co jest niewątpliwie dobrą wróżbą dla filmu. Któż bowiem chciałby wiedzieć w połowie jak się skończy? Ciekawa gra aktorska, temat co prawda już obecny w światowej kinematografii, ale uważam, że przestawiony ciekawie, z nowym spojrzeniem. No i możliwość posłuchania języka hiszpańskiego – bezcenna (choć dialogi są również po angielsku oraz katalońsku).
Oby „Do granic” przetarł ślady i kino hiszpańskie było na stałe obecne w polskich kinach, a polscy widzowie mieli wiele możliwości przekonać się o jego wielu odsłonach.