Nie spodziewałam się tego. Wzięłam się do czytania z myślą, że chwilę odpocznę, a potem wybiorę się na jakiś spacer. Spaceru nie było. Książka mnie tak wciągnęła od pierwszych stron, że mówiłam sobie tylko – do końca rozdziału, dokończę tylko ten reportaż. A potem, ciekawe o czym będzie kolejny? I za chwilę już byłam w połowie, więc szkoda było przerywać lekturę, no nie? Czytałam, a jednocześnie mówiłam do siebie: „Nie pamiętam kiedy jakaś książka mnie tak wciągnęła”.
Znacie to uczucie? Cudowne! Ok, już nie trzymam nikogo dłużej w niepewności. Moim odkryciem jest zbiór reportaży Rafała Gębury „Otwórz oczy”. Szczerze, nie pamiętam jak trafiłam na tę książkę. Zdziwiłam się nawet, że nie spotkałyśmy się wcześniej, bo wydana została w 2019 roku. Przyznaję, trochę zwlekałam, żeby zacząć lekturę, bo reportaże nie są lekkie w odbiorze. Nawet nie powinny być. Potem w głowie działa „aplikacja w tle”, która przetwarza to, o czym się przeczytało. Podobnie było z „Otwórz oczy” – zbiór tak różnych historii, a jednocześnie tak podobnych. Pokazujące jak jedna decyzja, sytuacja, może zmienić nasze życie. Każdy reportaż zawiera notatkę od autora, na temat rozmowy z bohaterem / bohaterką, informacji dlaczego ten reportaż w ogóle powstał. A ja za każdym razem się zastanawiałam czy coś podobnego mogłoby spotkać mnie lub moich bliskich. Co bym wtedy zrobiła, jakbym z nimi rozmawiała. Mimo, iż każdy z reportaży dotyka ważnego i nielekkiego tematu, to skłania do refleksji, a nie spowodował, że popadłam w marazm czy smutek. Zaskoczyło mnie to. Ale pozytywnie. I to myślę zasługa tego, jak autor przestawił usłyszane historie.
Zaintrygowałam, zachęciłam do lektury? To świetnie! Za mało szczegółów? Więcej nie będzie. Każdy musi sam otworzyć oczy.
