
Dziś święto teatru!
Tworzyłam ten blog z myślą, że będą się tu znajdować wywiady, reportaże, może artykuły. Ale że jakaś recenzja filmu, książki czy spektaklu teatralnego? Co ja mówię, nawet nie recenzja, a kilka subiektywnych słów na temat co zobaczyłam na deskach teatru albo co przeczytałam? To nie miał być tego typu blog… Z drugiej jednak strony, zawsze chciałam, aby to co piszę wywołało u innych emocje. Śmiech, złość, smutek, żal, niech to będzie cokolwiek! Ale to będzie znak, że tekst czy wywiad jest jakiś. Że po przeczytaniu go w naszym mózgu będzie działała jakaś aplikacja w tle, która będzie przetwarzała to, o czym przeczytaliśmy, czego doświadczyliśmy. Skłoni nas do przemyśleń. Skoro tak to chyba mogę się również podzielić tym, co we mnie też wywołało jakieś emocje, co mnie zaskoczyło. Tak sobie przynajmniej wymyśliłam : )
To jedna z przyczyn, dlaczego możecie znaleźć tutaj wpisy na temat moich wizyt w teatrze.
Regularną bywalczynią teatru stałam się relatywnie niedawno, bo już „w dorosłym życiu”. Oczywiście chodziłam na spektakle jako dziecko z Rodzicami czy w ramach wyjść szkolnych, jednak później te wizyty nie były takie częste. Gdy się nad tym zastanowię, przyczyną tej sytuacji mógł być fakt, że studiowałam ekonomię, gdzie było wiele osób, które niekoniecznie chciały wolny czas spędzać w teatrze.
Po raz pierwszy do Teatru Muzycznego w Gdyni jako “dorosła” osoba trafiłam na musical „Footloose”. Musical mnie oczarował. Przepadłam:) Połączenie gry aktorskiej, śpiewu i tańca, i to wszystko na jednej scenie! Zaczęłam częściej bywać na widowni Teatru Baduszkowej, choć nie tak często jakbym chciała. Znów okazało się, że nie każdy z moich znajomych ma potrzebę tak częstej obecności w teatrze co ja.
Pewnym przełomem był musical „Zły”, który w reżyserii Wojciecha Kościelniaka pojawił się w repertuarze gdyńskiego Muzycznego. O tej książce Leopolda Tyrmanda, na podstawie której powstał musical słyszałam dużo wcześniej od mojej Mamy i gdy tylko zobaczyłam plakat reklamujący ten musical wiedziałam, że muszę go zobaczyć! Choć przyznaję, zaskoczyło mnie, że ten musical powstanie na podstawie… książki po prostu. Niestety, nikt z mojego otoczenia nie podzielał mojego entuzjazmu, by zobaczyć „Złego”. Stanęłam więc przez wyborem – wybrać się do teatru sama, lub nie wybrać się w ogóle. Wybrałam pierwszą opcję, choć obawiałam się bardzo, że będę jedyna, która przyszła na spektakl bez towarzystwa i wszyscy to zauważą! Może w innym miejscu tak by było. Ale to jest teatr. Przychodzimy tu dla emocji i magii. A to, że wybierzesz się tam solo świadczy tylko o tym jak bardzo chcesz tam być i tego potrzebujesz. A „Zły” zrobił na mnie ogromne wrażenie!
Takie przypadkowe sytuacje często zmieniają nasze życie. Oczywiście uwielbiam chodzić do teatru w towarzystwie i po spektaklu wymieniać się wrażeniami. Wspaniałe jest namówić kogoś na spektakl, a potem usłyszeć: „Już rozumiem dlaczego tak lubisz tu przychodzić”. Uśmiech wywołało u mnie niedawno pytanie koleżanki, z którą wybrałam się na kolejny spektakl: „Czy ja tego aktora już widziałam wcześniej na scenie”? Tak, mam pamięć do twarzy i potrafię dopasować osobę do sytuacji. I jak widać, czasem jest to cenna umiejętność ; )
Teatr to dla mnie pewna magia. Na czas spektaklu przenoszę się w inny świat, czasem popadam w zadumę, a innym razem „zdobywam” kolejne zmarszczki śmiechowe. I czasem się dziwię jak w najbardziej nieoczekiwanym momencie „wpada” mi do głowy piosenka z któregoś musicalu. Tak było w ubiegłym tygodniu, gdy nagle zaczęłam nucić „Odważ się” z musicalu „Dziewczyny z kalendarza”, na którego premierze byłam… we wrześniu ubiegłego roku! Może akurat tego utworu potrzebowałam?
Wspomniałam wcześniej, że jedną z przyczyn dlaczego piszę tu czasem o spektaklach, to chęć podzielenia się tym, co wywołuje we mnie emocje. A inna przyczyna? Chyba wynika z tego, że obecnie, szczególnie w internecie, dominuje hejt i dzielenie się opinią, gdy jesteśmy z czegoś niezadowoleni. Rzadziej skłonni jesteśmy napisać, że coś nam się podobało, było warte uwagi itd. Dlatego myślę, że warto pisać również, a nawet przede wszystkim o rzeczach wartościowych, robionych profesjonalnie i z pasją. I chyba mam cichą nadzieję, że którymś z wpisów przekonam kogoś, by sprawdził na własnej skórze czy magia teatru działa również na niego…
A tutaj zamieszczam linki do moich wcześniejszych „teatralnych” wpisów:
„Something rotten czyli coś się psuje”
Moje francuskie relacje i „Francja elegancja” w Teatrze Muzycznym w Gdyni
„Rewia 00’s & British Part II. Koncert sylwestrowy na bis”
Mateusz Deskiewicz i koncert piosenek Wojciecha Młynarskiego „Róbmy swoje!”