
Trafiłam ostatnio na świetną książkę autorstwa Bonnie Garmus – „Lekcje chemii”. Tym razem ze względów praktycznych zdecydowałam się na audiobook (wciąż się do nich przekonuję, bo jednak jestem wielką miłośniczką papierowych książek) i przesłuchałam historię Elizabeth Zott (którą czytała Paulina Holtz), głównie podczas spacerów. Nawiązując do mojego poprzedniego postu „Ilu ojców ma dobra książka”, tu mogę stwierdzić, że wielu – autorkę, tłumacza (Marek Cieślik), lektorkę audiobooka, plus cały sztab za to odpowiedzialny.
Spodziewałam się lekkiej (aczkolwiek nie głupiej) książki, która pozwoli trochę odpocząć mojemu mózgowi. Szybko okazało się jednak, że książka ta porusza wiele ważnych strun i (niestety) wiele kobiet może się utożsamiać z opisaną historią chemiczki. Oprócz tego cudownie opowiada o chemii – o tej w laboratorium i w życiu.
Akcja powieści dzieje się w latach 50 i 60tych w Stanach Zjednoczonych, lecz nie jest to żadne American dream. I mimo tego, iż opisywane przez Bonnie Garmus historie miały miejsce ok.70 lat (!) temu to niektóre sytuacje są bardzo aktualne. Kobiety naukowcy (lub naukowczynie – niech każdy wybierze) były gorsze od mężczyzn naukowców, gdyż … nie były mężczyznami po prostu. Posiadanie mózgu i korzystanie z niego było bardzo często zarezerwowane dla jednej płci. Jak się domyślacie Elizabeth Zott to właśnie ta co ma mózg i nie zawaha się go użyć : ) W związku z tym ma pod górkę, bo nie lubi iść na niekorzystne dla niej kompromisy. Ale z tego samego też powodu doświadcza wielu pięknych i ważnych chwil w życiu. Co może dać nam nadzieję, że jednak „karma wraca” i życie zrekompensuje nam nasze dobre uczynki oraz wierność zasadom i wartościom.
Polecam lekturę tej książki każdemu, nie tylko paniom. A może nawet bardziej panom? Może pomoże ona im otworzyć oczy na pewne zachowania (swoje czy kolegów) i skłoni do refleksji? Nie chcę wyjść za feministkę, która mówi, jacy to faceci są źli i winni wszystkiemu. Nie chcę (i nie będę) generalizować. Ale wcale nie tak dawno zauważyłam jak kolega w pracy ogląda na komputerze wystąpienie jakiegoś polityka. Widziałam je dzień wcześniej, więc podeszłam i podzieliłam się swoimi wrażeniami (było dość charakterystyczne w tym konkretnym „momencie historycznym”. A on spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zapytał czy jestem po politologii. Na co ja z jeszcze większym zdziwieniem odpowiedziałam, że nie, ja po prostu interesuję się światem.
Z kolei parę lat wcześniej inny kolega prawie zbierał szczękę z podłogi jak w codziennej rozmowie w biurze rzuciłam, że to dość zaskakujące, że Jose Mourinho został trenerem Manchester United. Rozumiem, że mógłby być zaskoczony, jakbym zdradziła super tajną informację, którą pozyskałam co najmniej od FBI, ale nie skomentowała informację, o której można było przeczytać na każdym portalu internetowym, choćby zaraz po wylogowaniu się z poczty. No ale tu chodziło o trenera piłki nożnej. Jakbym powiedziała, że podobno mają nakręcić kinową wersję „Barbie” to może wszystko byłoby ok. A najciekawsze jest to, że obaj koledzy mają żonę i córkę. Aż nie chce się wierzyć, że mogliby nie pomyśleć o nich, że mogą wszystko, prawda? : )
„Lekcje chemii” Bonnie Garmus – książka z poczuciem humoru i przypomnieniem, że … mamy rok 2024 i fajnie, jakbyśmy odrobili już lekcje z przeszłości. Traktujmy się wzajemnie z szacunkiem. Tylko tyle i aż tyle ; )
Miłej lektury!