„Wonka”

LA BLOGGERISTA IDZIE DO KINA

Moje kryteria wyboru filmu do obejrzenia w kinie są bardzo różne – cenię reżysera, interesuje mnie temat, lubię oglądać na dużym ekranie konkretnych aktorów lub… pasuje mi czas i miejsce projekcji (a czuję potrzebę wyjścia z domu). Bywa, że jestem w kinie co tydzień, ale nie uważam się za wielką znawczynię kina. Faktem zaś jest, że im więcej mam szansę obejrzeć filmów na małym i dużym ekranie, tym lepiej mogę poznać swoje gusta i określić co do mnie trafia, a co niekoniecznie.

WONKA” 2023

Film „Wonka” w reżyserii Paula Kinga (2023r.) wcale nie był na mojej liście filmów, na które czekałam. Jednak wystarczył jeden trailer podczas wcześniejszej wizyty w kinie na „Sycylijskich osobliwościach”, który tak skutecznie przedstawił próbkę aktorskiej gry Timothée’ego Chalameta i Hugh Granta, by do tej listy dołączył. No dobra, to głównie Hugh Grant mnie przekonał (kto oglądał „Nothing Hill” i „Love actually” ten zrozumie:)

Nie widziałam poprzednich 2 filmów o Willym Wonce, więc szłam do kina bez większych oczekiwań. No może poza takimi, aby przyjemnie spędzić wieczór i dać się wciągnąć w opowiadaną historię. Ok, przed seansem trafiłam jeszcze na niezbyt pozytywną recenzję filmu, gdzie autorka co prawda była pod wrażeniem gry głównego aktora, ale jednak to nie wystarczyło, by film był sklasyfikowany jako dobry. Poza tym autorka miała trudność z geograficznym umiejscowieniem akcji filmu, gdyż obecność morza dyskwalifikowała Szwajcarię (za czym z kolei przemawiały inne aspekty filmu). Więc przyznaję, trochę nabrałam wątpliwości czy ten film to właściwy powód, by ruszyć się z przytulnego domu.

2 X M – MUSICAL I MAGIA

Film zaskoczył mnie od samego początku. Czym? Elementami musicalu. Już ma wstępie tytułowy Wonka wykonał pierwszą (jak się okazało z wielu) piosenkę, która zgrabnie wpasowała się w scenariusz filmu. Dla miłośniczki musicali była to miła niespodzianka. A kolejne grupowe wykonania były równie udane pod względem pomysłu i choreografii.

Nie mam w zwyczaju opowiadać tu treści filmów, by nie odbierać tym samym przyjemności z odkrywania jej tym, którzy dopiero planują (lub planować będą- po przeczytaniu tego wpisu) wizytę w kinie. Mogę jednak zdradzić, że byłam pod wrażeniem elementów „magicznych” w tej produkcji – podobnie jak elementy musicalu, zostały one dobrze wkomponowane w całość. Zwracają uwagę dopracowane szczegóły- moje serce 40latki skradła mobilna maszyna do produkcji czekoladek, oraz same czekoladki o przeróżnych właściwościach. Myślę, że każdy na sali kinowej miałby ochotę skosztować tak wyjątkowej czekoladki i posiąść choć na chwilę super moc – aby nie bać się mówić o swoich emocjach, marzeniach, czy takiej stymulującej kreatywność.

AH TE CZEKOLADKI…

O ile nie do końca trafiały do mnie polskie imiona i ksywki postaci, to opisy składu czekoladek i ich właściwości (naprawdę magiczne!) rekompensowały mi to pierwsze.

Co do geograficznego umiejscowienia akcji filmu nie czułam potrzeby, by wskazać na mapie dokładne miejsce, gdzie ten film mógł być kręcony. Widać było szyldy w różnych językach, ponadto ja widziałam tam Galerię Wiktora Emanuela II w Mediolanie czy weneckie mosty. Ale jestem przekonana, że każdy widz zwróci uwagę na coś innego i film skojarzyć się może z jego magicznym miejscem.

BARBIE, ROWAN I HUGH

Jest to film fantastyczny, ze świetnie przedstawionymi elementami magicznymi. Do tego ukazuje wiele niepozytywnych cech naszego społeczeństwa w sposób zabawny, ale dosadny. Jeżeli kartonowa „Barbie”, gdzie odmieniano słowo „patriarchat” przez wszystkie przypadki i przez to uważano, że zmieni świat i wpłynie na postrzeganie kobiet zebrała tyle zachwytów i dobrych opinii, to „Wonce” wróżę spektakularny sukces.

Idealnym dopełnieniem gry Timothée’ego Chameleta i ról drugoplanowych są postaci grane przez Rowana Atkinsona i Hugh Granta – ksiądz i Oompa – Loompa w ich wykonaniu to świetne kreacje, a piosenkę w wykonaniu tego ostatniego mam w głowie do teraz (chociaż hitem granym przez rozgłośnie radiowe na pewno nie zostanie).

POTRZEBA MAGII

Jest to film familijny, teoretycznie bardziej dla dzieci niż dla dorosłych. Choć mam wrażenie, że to właśnie dorośli są spragnieni tej magii, oraz wiary w spełnianie marzeń. Bo jest to film właśnie o marzeniach i o tym, by mieć siłę je spełniać (oraz o tym, że podwójne „ha” robi rożnicę:) ). To mama Willego Wonka powtarzała, że Wszystko, co dobre na tym świecie, zaczyna się od marzenia”. A gdy spełnianiu marzeń towarzyszy czekoladka o specjalnym smaku i mocach… to jest to dobry wybór filmowy na zimowe (a nawet jesienne – bo przecież mamy jeszcze jesień!) popołudnie.

Comments

  1. Gosia says:

    Polecam, też nie oglądałam wcześniejszej części, momentami wzruszający, dobry czas spędzony w taką „niepogodę” za oknem, od razu mi się zrobiło cieplej i przyjemniej po seansie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *