Mateusz Deskiewicz i koncert piosenek Wojciecha Młynarskiego „Róbmy swoje!”

Teatr Muzyczny w Gdyni

plakat K. Formela

Jakie jest Wasze pierwsze skojarzenie, gdy słyszycie „Wojciech Młynarski”? Części przyjdzie do głowy piosenka „Jesteśmy na wczasach”, innym „Jeszcze w zielone gramy”, a będą i tacy, którzy przed oczami zobaczą niczym neon 2 słowa: „Róbmy swoje”. Ta ostatnia piosenka to jednocześnie tytuł koncertu piosenek Młynarskiego, który powstał w ramach Projektu Inicjatyw Aktorskich w Teatrze Muzycznym w Gdyni.

Koncert ten to efekt współpracy Tomasza Czarneckiego (odpowiedzialnego za opiekę artystyczną projektu), aktora Mateusza Deskiewicza (odpowiada za śpiew i interpretację utworów Młynarskiego) oraz Ignacego Wiśniewskiego (który wraz z bandem zajął się aranżacją muzyczną koncertu). Panowie mają już na koncie inny wspólny spektakl wystawiany również na Scenie Kameralnej Teatru Baduszkowej – „Francja Elegancja”. Francuskie utwory by Deskiewicz & Spółka spotkały się z dobrym przyjęciem, ale też ten spektakl zawiesił poprzeczkę dość wysoko. Muszę przyznać, iż idąc „na Młynarskiego” miałam pewne oczekiwania. Tak, wiem, „pewne” to mało konkretne sformułowanie 😉 Więc może inaczej – chciałam, żeby ten koncert mnie wciągnął, pokazał mi Młynarskiego trochę z innej strony i … żeby na mojej twarzy pojawił się uśmiech, jak to bardzo często bywa, gdy przekraczam próg Teatru Muzycznego w Gdyni.

Celowo już po zakupie biletów nie „odświeżałam” sobie twórczości Młynarskiego, by uniknąć choćby podświadomego porównania z poprzednimi wykonaniami. I to była dobra decyzja. Poszłam na koncert z otwartą głową i, przyznaję, kilkukrotnie zastanawiałam się czy teksty pomiędzy piosenkami to „przerywniki” autorstwa Mateusza Deskiewicza czy też mniej mi znany tekst Młynarskiego. Oczywiście po powrocie do domu sprawdziłam i okazało się, że to wszystko było autorstwa Mistrza Wojciecha. Ale sam fakt, iż miałam takie wątpliwości świadczy o tym, jak dobrze zostały dobrane utwory, bym mogła mieć taką zagwozdkę.

Koncert „Róbmy swoje” to ciekawy, przemyślany projekt, z dobrze dobraną scenografią, świetnymi aranżacjami muzycznymi i wykonaniem. Efektem czego była niesamowita energia na scenie, która udzielała się widowni. Nawet tak znane utwory jak „Jeszcze w zielone gramy” czy tytułowe „Róbmy swoje” nie skłaniały do porównań z oryginałem. Mnie chyba jednak bardziej utkwiły w pamięci satyryczny tekst „Co by tu jeszcze…” czy utwory bardziej refleksyjne: „Kogo udajesz, przyjacielu” i „Bądź moim natchnieniem” (które chyba już przestanie kojarzyć mi się z wykonaniem Andrzeja Zauchy). Ale całkiem możliwe, że innego dnia zwróciłabym uwagę na inne utwory, które trafiłyby akurat w mój nastrój. A zapewniam Was, jest ich naprawdę wiele.

Koncert istotnie mnie „wciągnął”, wywołał niejeden uśmiech – w uznaniu dla humoru i dystansu Młynarskiego, ale także dla odpowiedniego „podzielenia się” nim przez Mateusza Deskiewicza i zespół, który stworzył ten koncert. Oraz przypomniał jak ponadczasowe są teksty Mistrza Wojciecha, a ten koncert dał im po prostu kolejne życie.

Koncert ten na stałe wszedł do repertuaru Teatru Muzycznego. Polecam zatem udać się do kas, a następnie na Scenę Kameralną. Po prostu: „Róbmy swoje!” 🙂

Zapraszam również do lektury wywiadu z Mateuszem Deskiewiczem, z którym miałam przyjemność rozmawiać w listopadzie ubiegłego roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *