„Dżem. Unplugged” czyli bosy występ w Teatrze Muzycznym w Gdyni

Zaryzykuję stwierdzenie, że znacząca część ludzi w Polsce zna zespół Dżem, albo jego utwory. A w szczególności Ci, którzy zdmuchnęli już 30 świeczek na torcie, a takie przeboje jak „Czerwony jak cegła” czy „Whisky” przywołują wspomnienia imprez czy spotkań z przyjaciółmi. W końcu Dżem uznawany jest za jeden z najważniejszych zespołów polskiego rocka.

Nie dziwi zatem, że również aktorzy gdyńskiego Teatru Muzycznego postanowili wziąć na tapet twórczość tego powstałego w 1973r. zespołu. Na Nowej Scenie w koncercie – spektaklu „Dżem. Unplugged”, u powstałego w ramach Projektu Inicjatyw Aktorskich pojawia się kwartet, w którym główną wokalistką (oraz jego pomysłodawczynią) jest Sandra Brucheiser. Idealnie uzupełnia ją wokalnie Krzysztof Wojciechowski, który również odpowiada za aranżację oraz za dźwięki wydobywające się z fortepianu. Za perkusją – Paweł Osicki, a na kontrabasie Bartłomiej Brózda (w zależności od terminu spektaklu – może Wam również akompaniować Michał Bąk).

W czasie 1,5 godzinnego spektaklu – koncertu „bez prądu” artyści przypomnieli nie tylko największe przeboje Dżemu, ale przybliżyli również te, które do tej pory mogły być znane tylko najwierniejszym fanom zespołu. Świetne aranżacje utworów, wspaniałe głosy oraz dodawane jakby mimochodem szczegóły z życia Ryśka Riedla i zespołu – to wszystko sprawiło, że nawet osoby, które były przekonane, iż będzie to koncert zespołu Dżem (tak, słyszałam takie rozmowy!) dały się wciągnąć w tę opowieść skazanego na bluesa. A artystom aż buty pospadały z wrażenia i cały koncert odbył się … boso (widownia pozostała w obuwiu – a przynajmniej ja nie miałam postaw by myśleć, że było inaczej:). Ciekawym elementem było tło sceny, gdzie utworom towarzyszyły ciekawe wizualizacje lub teksty piosenek.

Muzyka na żywo ma niesamowitą moc i tak było też w tym przypadku. Od wczoraj po głowie krążą mi fragmenty utworów: „W życiu piękne są tylko chwile” oraz „Sen o Victorii”, które idealnie wpasowują się w tę listopadową refleksyjność. Ale „Dżem. Unplugged” polecam niezależnie od pory roku i znajomości dyskografii zespołu. A nawet bez znajomości języka polskiego – czasem bowiem język muzyki jest wystarczający.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *