Czescy „Właściciele”

Dziś będzie o filmie. Takim, co mnie zaskoczył. Na plus. A takie zaskoczenia lubię najbardziej (tu chyba zbyt oryginalna nie jestem).

Ale miało być o filmie, a nie o zaskoczeniach dodatnich czy ujemnych.

Jak zobaczyłam, że do kin ma wejść czeski film „Właściciele” (reżyserem jest Jiří Havelka) od razu pomyślałam, że to będzie mój plan na któreś popołudnie. Podejrzewam, że taka decyzja ma związek z rozmową jaką przeprowadziłam z Agnieszką Nesterowicz-Paryną, gdyż ten wywiad sprawił, że jestem jeszcze bardziej ciekawa tego, co czeskie. 

Film od pierwszych minut mnie wciągnął. Akcja niemal w całości toczy się w jednym miejscu – w pomieszczeniu, gdzie odbywa się zebranie wspólnoty mieszkaniowej. Od razu na myśl przyszły mi filmy powstałe w podobnej konwencji jeżeli chodzi o miejsce akcji – „Rzeź” Romana Polańskiego (2011r.) czy „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” – reż. Paolo Genovese (2016r.). Te 2 filmy wyznaczyły dość wysoki poziom jeżeli chodzi o ten typ kreacji, gdyż bardzo wiele w nich zależy od scenariusza i kreacji aktorskiej, przestrzeni nie wypełniają żadne efekty specjalne. 

Ale wróćmy do „Właścicieli”. Bardzo szybko okazuje się, że owo spotkanie właścicieli mieszkań nie będzie tylko tłem, ale istotą filmu. Właściciele mieszkań to nie grupa przyjaciół czy osoby mające te same poglądy na życie. To po prostu grupa przypadkowych osób, które muszą się ze sobą porozumieć w pewnych kwestiach i współpracować. To taka sama grupa osób, które nagle znajdują się w szkole w tej samej klasie czy w pracy w jednym zespole. Nie każdy z tytułowych właścicieli chce, aby wszystkim się mieszkało lepiej, a problemem może być nawet zdecydowanie kto będzie robił notatki ze spotkania i jak będą one wyglądać. Samo życie. 

fot. zdjęcie ulotki kinowej

Pisząc na temat filmu czy książki zawsze jestem daleka od dzielenia się zbyt wieloma szczegółami, bo wtedy potencjalny widz czy czytelnik nie będzie widział już sensu, by zobaczyć film na własne oczy (ja omijam takie recenzje szerokim łukiem!). 

Obawiałam się trochę tego filmu. Chyba dlatego, że kino czeskie utożsamiałam z kinem ambitnym, a takie w polskim wykonaniu jest często ciężkie i dołujące. Tym bardziej z przyjemnością odkryłam, że film „Właściciele” nie raz był powodem do głośnego śmiechu czy delikatnego uśmiechu, a jednocześnie skłaniał do refleksji. W idealnych proporcjach. I na dodatek można zobaczyć na ekranie byłą pierwszą damę Czech, Dagmar Havlovą;)

Film ten jest niezwykle aktualny, z tematami kłótni i dyskusji właścicieli może się utożsamić każdy z nas. I to był powód dlaczego myślałam, że film ten został nakręcony niedawno (zakładałam maksymalnie kilka miesięcy opóźnienia między premierą czeską a polską). Otóż nie. Jego czeska premiera miała miejsce w 2019 roku. Szkoda, że do polskich kin (i na dodatek niewielu) dotarł tak późno. Ale dzięki temu możemy od razu powiedzieć, że jest ponadczasowy. Niestety. Bo to oznacza, że ludzie nie nauczyli się żyć wśród innych i schować swoje ego do kieszeni, kiedy sytuacja tego wymaga.

Polecam czeskich „Właścicieli”!

Comments

  1. XMC.pl says:

    Podziwiam umiejętność przykuwania uwagi czytelnika poprzez zróżnicowanie stylistyczne i narracyjne, co czyni artykuł niezwykle atrakcyjnym i przyjemnym do czytania.

  2. Koszula Z "Go To The Shop" says:

    Ten blog jest po prostu niesamowity – jego różnorodność, głębia treści i profesjonalne podejście do każdego tematu sprawiają, że nie tylko uczę się nowych rzeczy, ale także czuję się częścią społeczności, która stara się wspólnie rozwijać i dzielić się wiedzą oraz doświadczeniem, co jest dla mnie niezwykle inspirujące i motywujące!

    • la bloggerista says:

      Dziękuję za opinię. Nie jestem jednak pewna czy powinna się znaleźć właśnie pod tym wpisem – jest to bowiem recenzja / wrażenia z filmu, bez „fragmentów technicznych”. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *