„Intermezzo” autorstwa Sally Rooney

Tylko w Polsce w ubiegłym roku wydano prawie 34 000 książek. Do tego dochodzą książki wydane w innych krajach (i językach – bo po takie też polski czytelnik sięga). I do tego wszystkiego dochodzimy my – czytelnicy, którzy po odliczeniu czasu na sen, obowiązki zawodowe oraz obowiązki pozazawodowe mają czasem luksus w postaci średnio pół godziny dziennie, które mogą przeznaczyć na czytanie książek. Celowo używam słowa luksus, gdyż nawet wielcy amatorzy książek mają też inne zainteresowania i trzeba swój bardzo limitowany czas wolny podzielić po równo albo w jakiś sposób sprawiedliwie.

Sama mam całą listę książek, które chciałabym przeczytać, do tego stos książek w domu, który czeka na przeczytanie, a oprócz tego co chwilę wpadają nowe rekomendacje książkowe. Mimo ogromnych chęci, by przeczytać absolutnie wszystko co chcę (albo i jeszcze więcej), muszę wybierać. Ostatnio mój wybór padł na „Intermezzo” autorstwa Sally Rooney – książkę w ostatnim czasie bardzo popularną i polecaną przez wielu krytyków, i nie tylko. Jako, że lubię dyskutować również na tematy książkowe, a obce jest mi podejście „nie czytałam, ale się wypowiem”, po książkę Sally Rooney sięgnęłam z dużą nadzieją.

Niestety, od samego początku napotkałam na jakąś blokadę, słowa ciężko układały się w zdania, a nawet przekornie pozostawały osobnymi wyrazami, które przez przypadek znajdują się obok siebie. Doświadczałam coraz większej irytacji czytając kolejne zdanie, a po trzech stronach odłożyłam książkę. Zrzuciłam to wszystko na zmęczenie i brak możliwości właściwego skupienia na lekturze, choć nie raz ciekawa książka momentalnie potrafiła odpędzić sen i zmęczenie. Sięgnęłam po „Intermezzo” ponownie po kilku dniach i kolejny raz to samo! Brak pewnej naturalnej płynności podczas lektury – męczyłam się niesamowicie czytając poszczególne wyrazy, które nie chciały się złożyć w jedną opowieść. Ale powiedziałam sobie: do trzech ze sztuka!

Zrobiłam małą przerwę i dałam sobie, autorce i tłumaczowi kolejną (ostatnią) szansę. I… znów poległam 🙁 Naprawdę rzadko mi się zdarzało odkładać książkę po przeczytaniu zaledwie kilku stron (może nawet nigdy wcześniej?). Ale jak pisałam już na wstępie: jest wiele ciekawych książek na świecie i myślę, że nie ma co tracić naszego cennego wolnego czasu na książki, które nas nie wciągają, tylko po to żeby móc powiedzieć: przeczytałam.

Po tej trzeciej nieudanej próbie zaczęłam zapoznawać się z wrażeniami innych czytelników. Przyznaję, gdy nie przypada mi do gustu książka czy film powszechnie uznawany na dobry lub świetny, sprawdzam czy jestem jedyną osobą z odmiennym zdaniem (czy może jedyną, która do odmiennej opinii się przyznaje?). Okazało się, iż powtarzały się opinie mówiące o tym, że książka po pierwszych 100 stronach rozkręca się! Podziwiam ludzi, którzy byli tak wytrwali i czekali te 100 stron, aż fabuła nabierze rozpędu, a może język się zmieni? Ja niestety nie miałam tej odwagi lub nadziei – mimo że dałam sobie i książce 3 szanse.

Nie wiem czy to kwestia stylu autorki, stylu tłumacza (choć spotkałam się z opinią na hiszpańskim blogu książkowym, że chyba coś nie tak było z tłumaczeniem, bo ciężko się książkę czytało) czy może to ja nie potrafię docenić „Intermezzo”

Ale wiem, że życie jest zbyt krótkie, by przeznaczać nasz czas wolny na coś co nie sprawia nam najmniejszej przyjemności. Albo wręcz sprawia nieprzyjemność! Tylko po to, żeby móc publicznie powiedzieć: >„Intermezzo” Sally Rooney? Oczywiście, że czytałam!<.

A jakie są wasze wrażenie na temat książki „Intermezzo”?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *