
Kiedy zobaczyłam plakat reklamujący film „Konklawe”, reżyserowanego przez Edwarda Bergera, wiedziałam, że to będzie film, który będę musiała obejrzeć. Skąd ta pewność? Może z przekonania, że jeżeli ktoś decyduje się zrobić film o kościele katolickim to będzie to coś warte obejrzenia? Może nazwisko reżysera (stworzył m.in. „Na zachodzie bez zmian”? A może długa lista wspaniałych aktorów, którzy wzięli udział w tym projekcie? A może to wszystko plus moja „filmowa intuicja”? 🙂 Faktem jest, iż obejrzenie „Konklawe” to była bardzo dobra decyzja i pokrótce powiem Wam dlaczego (spokojnie, nie zdradzę zbyt wielu szczegółów).
Jak już sugeruje sam tytuł, fabuła filmu dotyczy konklawe, zwołanego po śmierci papieża. Do Watykanie zjeżdżają kardynałowie z całego świata, aby wybrać nowego przywódcę Kościoła. Obradom przewodzi kardynał Lawrence (Ralph Fiennes), który ma za zadanie czuwać nad ich sprawnym przebiegiem. Jednak, gdy w grę wchodzi tak wielka stawka jaką jest wybór na Stolicę Piotrową, nawet kardynałowie zapominają o zasadach fair play, co prowadzi do wielu zaskakujących dla widza scen.
Czy fabuła tego filmu była dla mnie zaskoczeniem? Niestety nie. Myślę, że dla każdego, kto interesuje się tym, co dzieje się na świecie i jakie grzechy ma na swoim koncie kościół, treści zawarte w filmie „Konlawe” nie będą zaskoczeniem. Nie było ani jednego momentu, gdy pomyślałam, że coś takiego nie mogło się wydarzyć w Watykanie.
A czy zaskoczyło mnie to, jak ten film został skonstruowany, jakie pojawiły się wątki i w jaki sposób zostały przedstawione? Zdecydowanie tak, ale jak najbardziej pozytywnie. Film jest spójny, zaskakuje do samego końca, a jednocześnie zostawia widza z kilkoma znakami zapytania. Ogląda się go jak bardzo dobry thriller i nieustannie widz zastanawia się co będzie dalej, w jaką stronę scenarzysta pokieruje historią. Ja zastanawiałam się na ile to filmowe konklawe jest bliskie któremuś z tych, które miały miejsce. Czy może jest to kumulacja zachowań jego uczestników na przestrzeni lat?
Film ukazuje grzeszną stronę kościoła, brak mechanizmu samonaprawy i tego jak chęć zdobycia największej możliwej władzy zmienia człowieka (a może jedynie ukazuje jaki zawsze był naprawdę)? Intrygi, tajemnice sprzed lat, traktowanie sióstr zakonnych jak sprzątaczek, kucharek, kelnerek, a obok tego wiara i przestrzeganie dekalogu. Czy jest to właściwa sceneria do wyboru papieża?
W filmie oprócz wspomnego już Ralpha Fiennesa, grają również świetni: Stanley Tucci (który mimo wielu ról jest nadal często kojarzony jako „ten, co grał w „Diabeł ubiera się u Prady”), John Lithgow, Sergio Castellitto, Isabella Rossellini, Jacek Koman oraz debiutujący w filmie długometrażowym Carlos Diehz. Oprócz bardzo dobrego scenariusza, zdjęć, gry aktorskiej, istotną rolę w filmie „Konklawe” odgrywa muzyka, autorstwa Volkera Bertelmanna (który tworzył również muzyka do filmu „Na zachodzie bez zmian”). Wszystkie elementy pasują tu idealnie, co sprawia, że film ogląda się z dużym zaangażowaniem do ostatniej minuty.
Pozwolę sobie na koniec dodać, iż dla mnie nie jest to tylko film o wyborze papieża. Jest to film o władzy i o tym co ludzie, śmiertelnicy są gotowi zrobić, by tę władzę zdobyć. Bo przecież, jak mówi filmowy kardynał Bellini (w tej roli Stanley Tucci): „każdy chce zostać papieżem”. Miejmy to na uwadze śledząc wszechobecne polityczne kampanie wyborcze, jak również te na naszym mniejszym, zawodowym (i nie tylko) podwórku. I pamiętajcie, czasem oddawanie głosu na siebie może być ryzykowne. Dlaczego? Obejrzyjcie „Konklawe”, tam znajdziecie odpowiedź.