
„Zanim wystygnie kawa”, autorem której jest Toshikazu Kawaguchi, to książka inna niż wszystkie, które czytałam w ostatnich latach. Tak, wiem, zabrzmiało to jak fragment dialogu z komedii romantycznej, gdzie bohaterka spotyka TEGO jedynego i przez połowę filmu nie dostrzega żadnych jego wad : ) Spokojnie, nie mam na sobie różowych okularów, więc możecie liczyć na rzetelną, aczkolwiek subiektywną (bo niby jak inaczej?) opinię.
Po tę książkę sięgnęłam natknąwszy się na wiele rekomendacji w sieci i prasie. Opowieść o tym jak w pewnej tokijskiej kawiarni jej goście mogą przenosić się w przeszłość – no sami przyznajcie, nie brzmi to intrygująco? Nie licząc Harry’ego Pottera czy filmu „Avatar” nie ciągnie mnie do historii science – fiction, ale do tej książki ciągnęło. Może też dlatego, iż przekroczyłam niedawno granicę 40 lat i gdy myślałam o wymarzonym prezencie urodzinowym to przeszło mi przez myśl nie raz, że chciałabym cofnąć czas, być młodsza, ale nie potrafiłam się zdecydować o ile. Więc pewnie liczyłam trochę na to, że książka pomoże mi odpowiedzieć na to jakże nierealne pytanie.
Na samym początku zaskoczył mnie… język. Jest on raczej oszczędny, by nie powiedzieć prosty w swym przekazie. W takich momentach zastanawiam się czy to kwestia oryginału czy tłumaczenia, jednak w tym przypadku nie jestem w stanie tego ocenić. Mimo nie mojego stylu pisania, dałam jednak szansę tej książce. Język nie ewoluował z biegiem stron, ale historie w niewyjaśniony sposób wciągały, choć też były raczej nieskomplikowane. Ale tylko z pozoru. Magią tej książki było to, że do dziś pozostaje w mojej głowie – nie do końca ze względu na jej treść, bo szczegóły łatwo umykają, gdy dużo czytamy. Ale ze względu na refleksje i szereg pytań „Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji?”.
Autor napisał 2 kolejne książki, które zostały przetłumaczone z japońskiego i są kontynuację „Zanim wystygnie kawa”, ale nie sięgnęłam po nie. Stwierdziłam, że te historie mi wystarczą. Skłoniły mnie do pewnych przemyśleń, więc spełniły swoje zadanie. A nadmiar słów i historii z kolejnych książek mógłby to wszystko zepsuć. W końcu czasem mniej znaczy więcej : )