
„Kompletnie nieznany” w reżyserii Jamesa Mangolda to film opowiadający 4 lata z życia Boba Dylana – zanim został on kompletnie znany. Poznajemy Bobbiego w momencie przyjazdu do Nowego Jorku w 1961r. Ten 20letni wówczas chłopak chciał odwiedzić swojego idola Woody Gurthiego – znalazł go w końcu w szpitalu w New Jersey i tam zagrał piosenkę, którą dla niego opisał. Miał szczęście, gdyż Woody’ego odwiedzał w szpitalu jego przyjaciel Pete Seeger i to właśnie on pomógł młodemu muzykowi zaistnieć w środowisku muzycznym.
Tworzenie filmów biograficznych lub inspirowanych losami konkretnych osób jest poniekąd trudniejsze niż wymyślenie fikcyjnego scenariusza filmowego. Nie sposób bowiem uniknąć porównań historii przedstawionych w filmie versus życia bohatera. W szczególności dla jego wiernych fanów.
Dla tych, którzy podobnie jak ja, nie znali biografii Boba Dylana ani jego całej dyskografii to film o młodym chłopaku, który bywał w odpowiednim czasie w odpowiednich miejscach, oraz spotykał ludzi, którzy wierzyli w jego talent. Oraz o utworach kompletnie przeze mnie nie znanych. Przyznaję, że jak usłyszałam utwór „Like a Rolling Stone”, momentalnie się ożywiłam – była to jednak piosenka wieńcząca film, oraz Festiwal Folkowy w Newport w 1965r, kiedy to Bob Dylan zamienił gitarę klasyczną na elektryczną, co nie do końca spotkało się z aprobatą publiczności i organizatorów. James Mangold w filmie „Kompletnie nieznany” skupia się wyłącznie na tych 4 latach sprzed „Like a Rolling Stone” – pierwsze występy Boba Dylana w klubach, jego relacje z managerami, muzykami, kobietami… A w tym wszystkim Bob jako nonszalancki muzyk przekonany o swojej wyjątkowości.
Film mnie nie porwał, ani nie sprawił bym po wyjściu z kina nuciła inną piosenkę niż tę ostatnią, którą już znałam. Ale uważam, że warto go zobaczyć, chociażby ze względu Festiwal w Newport oraz ciekawą grę Timothéego Chalameta (który wykonywał wszystkie piosenki Dylana), Edwarda Nortona (wcielił się w rolę Peta Seegera) czy Boyda Holbrooka (jako Johnny Cash).
Film ten zdobył 8 nominacji do Oskara, w tym za reżyserię czy dla aktora pierwszo i drugoplanowego. Dla mnie to niekoniecznie film na miarę tej statuetki – zdecydowanie nie te emocje i nie ta opowieść co w przypadku np. „Narodzin gwiazdy”, w reżyserii Bradleya Coopera (który to film dostał zaledwie jedną nagrodę w 2019r. za najlepszą piosenkę „Shallow”).
A jakie są Wasze wrażenia na temat „Kompletnie nieznanego”?