„Ferrari”

Czyli ile Ferrari jest w filmie „Ferrari” Michaela Manna.

Zdjęcie własne, plakat z filmu
„Ferrari”

Film „Ferrari” (2023) w reżyserii Michaela Manna dodałam do listy filmów, które chcę obejrzeć wcale nie dlatego, że kocham szybkie samochody, a ten charakterystyczny czerwony w szczególności. Wprost przeciwnie – nie ciągnie mnie w ogóle do szybkiej jazdy, ani do kupowania samochodu w cenie mieszkania. Ale miałam nadzieję, że film pomoże mi zrozumieć co takiego przyciągającego jest w Ferrari, że marzy o nim tak wiele osób. Tego akurat się nie dowiedziałam, ale nie znaczy to wcale, że nie warto wybrać się na ten film. Warto, ale z innym względów.

Zacznę może od końca, czyli od tego, że film „siedział” jeszcze we mnie cały dzień po seansie i skłaniał do różnych przemyśleń. Jednak nie wiem czy o takie refleksje chodziło Mannowi, gdy zdecydował się wyreżyserować „Ferrari”. Jeżeli chodzi o przedstawienie historii to Mann skupił się na konkretnym okresie z życia Enzo Ferrariego i jego firmy. Było to oczywiście do przewidzenia, bo opowiedzieć całe życie w ciągu 2 godzin byłoby trudno, ponadto pytanie: czy byłoby to potrzebne. Film skupia się na trudnych momentach w życiu „Dowódcy” (jak o nim i do niego mówią prawie wszyscy) – firma stoi na skraju bankructwa, a w życiu osobistym też nie jest zbyt ciekawie.


Moim oczywistym oczekiwaniem (ale szybko się okazało, że jakże mylnym!) od filmu o sławnym po dziś dzień Włochu z Modeny było, że w filmie będzie „czuć” Włochy i słychać język włoski (chociażby w tle, jeżeli nie w rozmowach głównych bohaterów). Niestety, nie dość, że „angielska” wersja zabiła według mnie klimat, to jeszcze Adam Driver w roli Enzo Ferrariego nie okazywał żadnych emocji. Oczywiście, rozumiem „poker face” ze względu na swoją pozycję itd, ale emocje to również gesty i w ogóle ekspresja całego ciała. Jak dla mnie ta rola jest po prostu … płaska. Mnie w każdym razie nie przekonała. Dla kontrastu mamy Penelope Cruz (filmowa żona Enzo), która mogłaby zagrać wszystko bez słów, a i tak wiedzielibyśmy co się dzieje. Jej mimika, emocje, które przekazuje pokazują jak niesamowitą jest aktorką (więcej o Penelope możecie przeczytać https://labloggerista.eu/bezmiar/.


Patrick Dempsey w roli Piera Taruffi to również rola, która sprawia, że film wciąga w historię tak jak powinien. Fajnie zobaczyć go na dużym ekranie i mam nadzieję, że będzie się pojawiał częściej.

A gdzie te refleksje, o których wspominałam na początku? Ano tutaj:


Film ciekawie i prawdziwie pokazuje jak działał i nadal funkcjonuje świat. Mimo zmieniających się okoliczności podstawowe instynkty, chęć zdobycia władzy czy pieniędzy pozostaje niezmienna. Niby powinniśmy być mądrzejsi o przeszłe doświadczenia, ale coś nam średnio idzie odrobienie lekcji z przeszłości. Pracodawcy chętnie wykorzystują pasje i zaangażowanie swoich pracowników, by żądać od nich więcej dając w zamian mniej lub nic. I nie biorąc odpowiedzialności za porażki. Brzmi znajomo?

Media nieprzypadkowo nazywano czwartą władzą (choć teraz jest już wyżej w rankingu). Enzo również wiedział jak wykorzystać prasę, by osiągnąć to, co chce.

Często w życiu odgrywamy różne role: w pracy przed współpracownikami, w czasie rozmowy z szefem, przed znajomymi. Jednak co innego powstrzymać się przed wygłoszeniem jakiejś opinii, a co innego zachowywać się nie fair i nie brać odpowiedzialności za swoje decyzje. Postać grana przez Penelope wiedziała jak jej filmowy mąż zarządza firmą, jak traktuje innych. A jednocześnie miała nadzieję, że do jakiegoś stopnia jest wobec niej w porządku, że nie przekroczy pewnej granicy. Dlaczego? Dlaczego akceptując czyjeś zachowanie oczekujemy od niego podwójnych standardów i tego, że wobec nas będzie fair. Bo my tak chcemy? To chyba tak nie działa.

Idąc do kina liczyłam na zobaczenia fragmentu Włoch i włoskiego imperium samochodowego. Chciałam poczuć magię Ferrari i zapragnąć wsiąść kiedyś do tego samochodu. Dostałam bazę do przemyśleń i wiedzę m.in. o wyścigu Mille Miglia.

Czy polecam wizytę w kinie? Jak najbardziej. Nie tylko wielbicielom Penelope czy Patricka, ale również amatorom szybkiej jazdy na co dzień (tylko obejrzyjcie film do końca).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *