„Bezmiar”

I dziś znów będzie filmowy wpis.

Powody są co najmniej dwa. Wywiady czy reportaże nie powstają w tak ekspresowym tempie jak można by sobie to wyobrażać (a przynajmniej nie w przypadku osób tak jeszcze mało znanych jak ja, które nie współpracują z żadnym znanym tytułem). Ale nie oznacza też, że nie będzie kolejnych 🙂 Drugim powodem jest to, że trafiłam ostatnio na film, wokół którego trudno przejść obojętnie.

Każdy z nas kieruje się innym kluczem przy wyborze filmu, na który chce iść do kina. Jaki jest mój? To zależy 🙂 Aż sama się zaśmiałam na tę moją odpowiedź, gdyż kojarzy mi się ona z odpowiedziami wykładowcy na zajęciach z prawa na studiach x lat temu. Gwoli ścisłości – nie kojarzy się dobrze:) Ale wracając do filmu. W tym konkretnym przypadku powodem była Penélope Cruz.

Język hiszpański skradł moje serce wiele lat temu. Na dodatek moja nauczycielka na studiach bardzo skutecznie rozszerzała tę pasję o cały pakiet kulturalny. Mało kto niemal 20 lat temu w Polsce (to już tyle? A ja ciągle taka młoda.. : ) wiedział o hiszpańskich nagrodach filmowych Goya, a my na zajęciach czytaliśmy relacje na ten temat. To chyba wtedy po raz pierwszy usłyszałam o Pedro Almodovarze, i niedługo potem zobaczyłam „Volver” z niesamowitą Penélope Cruz. Już wtedy byłam pod wrażeniem niesamowitej naturalności, z jaką grała. Zgoda, może nie jestem obiektywna oglądając hiszpańskich aktorów na dużym i małym ekranie, ale cóż poradzę, że bardzo często (żeby nie powiedzieć zawsze) mam wrażenie, że oni nie grają, a wręcz są postaciami, które odgrywają. I myślę, że od tego momentu mogłam chodzić do kina „na Penélope” i „na Pedro Almodovara” w ciemno. O ile z Almodovarem nigdy nie wiadomo jak nietypowy będzie jego film (niemniej uważam, że zawsze warty zobaczenia), o tyle Penélope Cruz to dla mnie gwarancja świetnego, naturalnego aktorstwa.

I tak było tym razem, gdy zdecydowałam wybrać się do kina na przedpremierowy (polska premiera 14 kwietnia 2023) seans „Bezmiaru” (tytuł oryginalny „L’immensità”) w reżyserii Emanuela Crialese. Nie oglądałam trailera, moja wiedza przedseansowa ograniczała się do informacji, iż akcja filmu toczy się w Rzymie w latach 70tych XX wieku, oraz do gry wspomnianej w moim przydługim (ale chyba nie nudnym?:) ) wstępie Penélope.

Film jest nakręcony w sposób niezwykle ciekawy. Mimo tego, iż porusza wiele problemów (żeby nie powiedzieć bezmiar) to ma on w sobie jakąś nieuchwytną lekkość. Nie szłam do kina w najlepszym humorze i w momencie jak się zorientowałam, że nie będzie to film, gdzie będzie można się pozachwycać widoczkami Rzymu czy melodią włoskiego języka, obawiałam się, że z sali kinowej wyjdę w nastroju jeszcze gorszym. Tak nie było. Wyszłam w nastroju refleksyjnym i …lepszym. I do teraz pojawiają mi się w głowie różne sceny z filmu, tak różnorodne i tak … ładne po prostu. Ponadto, wielką zaletą filmu jest to, że nie tłumaczy widzowi wszystkiego łopatologicznie, a pozwala mu samemu połączyć kropki. Główny bohater wcale nie musi wygłosić osobnej kwestii na temat tego, że jest wysoki lub ma problemy ze wzrokiem, prawda? Wystarczą dwie sceny i widz sam wyciągnie takie wnioski.

Spotkałam się ze stwierdzeniem, że film ten porusza zbyt wiele problemów, chce na siłę mówić o wszystkim naraz. Możliwe. Ale czy w życiu nie jest czasem (a nawet często) tak, że problemy nie czekają, aż uporamy się z jedną trudną sytuacją, żeby potem stawić czoła kolejnej? Czasem nasz świat pęka w kilku miejscach jednocześnie, a my nie wiemy, którym pęknięciem zająć się w pierwszej kolejności.

Film bardzo umiejętnie przypomina, że nasze troski nie są tylko nasze, nawet jak o nich nie mówimy. Nasze zmienione zachowanie jest widziane przez innych, również (a może przede wszystkim?) przez dzieci, które są bardzo bystrymi obserwatorami rzeczywistości. I często proponują nam bardzo proste rozwiązania, z których nie możemy, albo nie chcemy skorzystać. Bardzo spodobała mi się (uwaga, spoiler jednej ze scen „Bezmiaru”!) odpowiedź filmowego syna (wzruszonej filmem) Penélope na jej propozycję, by zostać dłużej w kinie i obejrzeć ponownie początek filmu. Dzieci były bardzo niechętne na „powtórkę z rozrywki”, a syn szczerze zaproponował, że jak tylko chce to mogą ją w domu doprowadzić do łez. Bezbłędne. I takich perełek jest tu znacznie więcej.

Dlaczego zatem wybrać wieczór w kinie z „Bezmiarem”? Powodów jest bezmiar;) Bo cenicie całą obsadę filmu, albo tylko Penélope. Bo chcecie posłuchać języka włoskiego (a czasem i hiszpańskiego). Bo nie wiecie na jakie pomysły mogą wpaść dzieci (a film wam to uświadomi). Dla dialogów i dla scen ciszy. Bo macie ochotę skomentować mój wpis, ale jeszcze nie wiecie czy się ze mną zgodzić czy nie 🙂 Udanego seansu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *