„Chopin, Chopin!” – film Michała Kwiecińskiego, który przypomina, że Chopin jest ponadczasowy!

Film „Chopin, Chopin!” w reżyserii Michała Kwiecińskiego otwierał tegoroczny 50 Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni. Nie udało mi się tego filmu obejrzeć w czasie Festiwalu, ale nadrobiłam już zaległości. Przyznaję, że gdy dowiedziałam się, że taki film powstaje, nie byłam pewna czy będę chciała go zobaczyć. Ale zwiastun filmu przekonał mnie w 100%! Wystarczył fragment, by Eryk Kulm, który gra tu tytułową rolę, zachęcił mnie do wizyty w kinie 😉

Nie jest łatwe wziąć na tapet historię osoby znanej i opowiedzieć ją ciekawie i w inny niż dotychczas sposób. Reżyser Michał Kwiecieński skupił się na dość trudnym momencie życia Fryca (jak mówili do Chopina znajomi) – film obejmuje bowiem okres, kiedy Fryderyk zmaga się z chorobą, która go wyniszcza. Jego organizm, ale również jego duszę. Według mnie jest to bardzo trafiony pomysł na ten film, gdyż mamy okazję poznać „ludzkie” oblicze Fryderyka – jego życie codzienne – w domowym zaciszu, ale i w czasie koncertów, gdzie jest traktowany jak gwiazda. Geniusz, wirtuoz, któremu kolejne pomysły na utwory nie spadały z nieba, ale czasem proces twórczy był bardzo długi i żmudny. Przyjaźnie, zazdrości i gra – na fortepianie i gra pozorów.

O tym wszystkim opowiada film „Chopin, Chopin!” i robi to w sposób nieoczywisty – pełen energii, kolorów i (nie tylko) Paryża, wraz z jego cieniami i blaskami. Wspaniałe scenografie, piękne wnętrza, kostiumy – wszystko to dawało wrażenie, że jesteśmy gdzieś w pokoju obok i podglądamy to wszystko. I do tego Eryk Kulm – absolutnie naturalny i świetny w tej roli! Fakt, iż sam gra i kocha muzykę (dlatego nie był potrzebny na planie dubler, lub ujęcia, które oddzielnie pokazywałyby dłonie i twarz Chopina podczas gry na fortepianie) pozwoliły mu na oddanie tak wielu prawdziwych emocji w scenach koncertowych czy w czasie tworzenia muzyki.

Twórcy „Chopina, Chopina!” pokazali Fryderyka jako człowieka, który mimo sławy i wielu znajomych również czuje się samotny czy nieszczęśliwy. Nie chce by jego choroba wzbudzała czyjąś litość, a z drugiej strony czeka, by bliscy wyczytali między wierszami, że potrzebuje pomocy i nie chce być sam. Brzmi trochę współcześnie, czyż nie?

Zanim trafię do kina na premierę zdarza mi się przeczytać jakieś recenzje czy wywiady na temat danego filmu – co przyznaję, nie zawsze jest dobrym pomysłem. O filmie „Chopin, Chopin!” przeczytałam m.in. że mimo rekordowego budżetu jeżeli chodzi o polską produkcję, który pochłonęły np. zbiorowe sceny kostiumowe z ulic Paryża, relatywnie dużo jest zbliżeń na samego Fryderyka, przez co nie widać tych milionów zainwestowanych w film! Oczywiście nie zniechęciło mnie to do obejrzenia filmu o polskim wirtuozie, ale zostało w głowie, i powróciło teraz, gdy dzielę się filmowymi wrażeniami. I powiem Wam, że właśnie te ujęcia, gdzie Chopin swoją mimiką czy wzrokiem przekazywał (a może bardziej ukrywał) tyle emocji są bardzo mocną stroną tego filmu.

Film polecam nie tyle miłośnikom biografii czy muzyki, co tym lubiącym ciekawe historie. Co nie wyklucza, że zachęci on do sięgnięcia po muzykę Chopina czy zakupu biletu na kolejny Konkurs Chopinowski : ) Bo muzyka Chopina jest ponadczasowa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *