„Vinci 2” w reżyserii Juliusza Machulskiego czyli powrót polskiej komedii

„Vinci 2” czyli powrót polskiej komedii

Mimo niezbyt dobrego humoru, zdecydowałam się wybrać do kina na nowy film Juliusza Machulskiego „Vinci 2”. W końcu czy jest lepszy moment żeby testować komedie niż kiepski nastrój? Chyba nie. I muszę przyznać, że już początek filmu z jego hiszpańskimi akcentami skradł moje serce. Hiszpania, a do tego odpowiednia muzyka sprawiły, że poczułam bardzo dobre wibracje. I pozostało mieć nadzieję, że przy napisach końcowych wrażenia będą równie dobre.

„Vinci 2” to kontynuacja filmu z 2004 roku. Po 21 latach reżyser Juliusz Machulski zdecydował się zaprosić aktorów, którzy lata temu stworzyli ciekawą historię o kradzieży obrazu sławnego Leonarda i nakręcić drugą część filmu. Historia kina pokazuje, iż tworzenie sequeli bywa zabiegiem ryzykownym, gdyż ciężko uniknąć porównań z pierwowzorem. Ale tutaj pozostało wierzyć, iż Juliusz Machulski, decydując się na ten film, miał na niego konkretny, dobry pomysł.

Jeżeli chodzi o temat przewodni filmu, to widza niewiele zaskoczy w kontynuacji filmu „Vinci”. Wiadomo, że będzie chodziło znów o jakąś kradzież. Ale zwiastun filmu nie zdradza jakie dzieło sztuki będzie bohaterem tej części filmu. Wiemy zatem, że diabeł, czyli fabuła filmu, będzie tkwił w szczegółach. Bohaterami „Vinciego 2” ponownie są Cuma (Robert Więckiewicz, również współscenarzysta filmu), Szerszeń (Borys Szyc), Magda (Kamilaa Baar), Werbus (Jacek Król), stróże prawa – Łukasz Simlat i Marcin Dorociński, któych naprawdę z wielką przyjemnością ogląda się na ekranie.

Nie mam w zwyczaju (no, może z małymi wyjątkami) zdradzać w swoich tekstach szczegółów filmu, gdyż uważam, że może to zepsuć seans filmowy – po prostu. Powiem więc tak: Juliusz Machulski naprawdę miał pomysł na drugą część filmu „Vinci”. Jest on ciekawy na wielu płaszczyznach – gry, fabuły, dialogów oraz wartych podkreślenia muzyki i zdjęć. Wspaniale oglądało się w filmie Kraków, który oprócz klimatu i naturalnej przyrody nie kontrastował z Hiszpanią.

W filmie jest wiele odniesień do pierwszej części filmu – zarówno w kwestii historii, jak i konkretnych dialogów. Uważam to za atut, bo w końcu po to się kręci kolejne części, prawda? Żeby móc „zacumować” 🙂 pewne informacje w pierwszej części i umiejętnie do nich wrócić w kolejnych. W przeciwnym razie można by po prostu nakręcić film z tą samą obsadą o innym tytule..

Absolutnie nie trzeba oglądać „jedynki”, żeby wybrać na „Vinci 2”, ale myślę, że odbiór filmu może być trochę lepszy, gdy będziemy znali relacje bohaterów w przeszłości.

Juliusz Machulski kręcąc „Vinci 2” pokazał jak idealnie wykorzystać predyspozycje poszczególnych aktorów, ich dystans do siebie, czy ich doświadczenie spoza planu zdjęciowego „Vinci”. Oprócz twarzy znanych z części pierwszej, na ekranie mieli swoje 5 czy nawet więcej niż 15 minut Ilona Ostrowska (której fryzura nawiązuje do Cruelli de Mon), Krzysztof Stelmaszyk oraz Zofia Jastrzębska (którą miałam okazję zobaczyć na ekranie po raz pierwszy, ale myślę, że nie ostatni). Film utrzymuje równowagę przez cały czas jego trwania, choć czasem była ona zaburzona głośnym śmiechem na sali kinowej. Sama wyszłam z kina z nowymi zmarszczkami śmiechowymi 🙂 Co ważne, film ten pozwolił mi tak bardzo oderwać się od rzeczywistości, że utwierdziło mnie to, iż decyzja o pójściu tego dnia do kina była chyba jedną z lepszych jakie mogą podjąć.

Cieszy mnie również informacja iż „Vinci 2” będzie startował w Konkursie Głównym 50. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (22-27 września 2025r.). Od wielu lat Festiwal ten jest postrzegany jako ten, gdzie prezentowane są filmy ciężkie, skupione na poważnych tematach, ale nie takie, które dają nadzieję (i nie jest to tylko moja opinia, lecz wielu osób, które z tej przyczyny omijały gdyński festiwal filmowy). Bardzo lubię, gdy porusza różne tematy, w tym ważne czy „niewygodne”, ale jednocześnie nie lubię, gdy robi to w taki sposób, by mnie wprawiać mnie w poczucie beznadziei, marazmu czy po prostu depresyjnego humoru nastroju. Wyznaję przekonanie, że wiele ważnych tematów można „przemycić” w pozornie lekkiej fabule filmu i wtedy efekt jaki wywołała film może być dużo lepszy i trwalszy. Po prostu: widz, który wybiera się do kina nie powinien wyjść z niego w gorszym nastroju niż był przed seansem.

Juliusz Machulski filmem „Vinci 2” przypomniał widzowi o tym, że można robić w Polsce ciekawe i zabawne filmy, w których nie muszą co chwilę padać przekleństwa, aby podnieść jego wartość. Kino i widz kocha różnorodność, dlatego świetnie, że Juliusz Machulski zdecydował się na drugą część filmu „Vinci” i razem z Robertem Więckiewiczem stworzyli ciekawy scenariusz. Na festiwalach filmowych jest również miejsce dla komedii. W ubiegłym roku w Gdyni udowodnił to film „Sezony” w reżyserii Michała Grzybowskiego – co prawda pokazywany nie w Konkursie Głównym, ale w Konkursie Perspektywy. Mam nadzieję, iż w tym roku to samo udowodni „Vinci 2”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *